Przyznam, że ostatnie poczynania Sodom, pierwszy długograj tajlandzkiego Nuclear Warfare oraz właśnie pierwszy, pełny krążek Ancestor, to trzy powody dla których ostatnio ze znacznie większą uwagą przyglądam się scenie Thrashowej, graniu, które do tej pory traktowałem raczej po macoszemu. I Ancestor jest tu na czele!

Ta młoda ekipa z Chin gra tak jak jakbyśmy chcieli aby wielu weteranów sceny grało. Czerpią garściami z teutońskiego Thrashu spod znaku Destruction, Kreator czy Sodom, dodając do tego co nieco ze starej sceny amerykańskiej, przemycając wpływy również takiego Death Angel i Dark Angel. Trzeba przyznać, że większość ze wspomnianych zespołów mogliby obecnie zawstydzić. Ponad 30-minutowy materiał „Lords of Destiny” to kopalnia wszystkiego tego co charakteryzuje wściekły, kipiący energią i agresją Thrash starej szkoły, to co w tym graniu najważniejsze. Wszystko to zamknięte w dziewięciu znakomitych kawałkach. Rozpływam się tu trochę w zachwytach, ale to naprawdę kawał solidnego materiału, wręcz porywającego. Słuchając go z marszu rodzi się w myślach stwierdzenie „I to jest to! Tak to należy robić!”.

Thrash nie jest jakąś skomplikowaną sztuką, raczej wszystko już w tej materii powiedziano, a wzorce dawno już zostały określone, w większości niedoścignione. Dlatego też wyzwaniem jest zagranie tego tak jak kiedyś, z pasją i świeżością, która przełamie narosłą w temacie przewidywalność. Trzeba wyczucia, trochę pomysłu i właściwie wykorzystanych inspiracji. Załodze Ancestor moim zdaniem się to udało, miała i ma tu miejsce każda z wymienionych wytycznych. Teraz powinni tylko kuć to żelazo na przynajmniej tym samym poziomie, chociaż powiem szczerze, że spodziewam się od nich w przyszłości czegoś więcej. To jeden z najbardziej obiecujących, nowych zespołów globalnej sceny undergroundowej, czołówka w Chinach i równie wysoko jeżeli chodzi o klasyczny Thrash.

Thrash nie jest jakąś skomplikowaną sztuką, raczej wszystko już w tej materii powiedziano, a wzorce dawno już zostały określone, w większości niedoścignione. Dlatego też wyzwaniem jest zagranie tego tak jak kiedyś, z pasją i świeżością, która przełamie narosłą w temacie przewidywalność. Trzeba wyczucia, trochę pomysłu i właściwie wykorzystanych inspiracji. Załodze Ancestor moim zdaniem się to udało, miała i ma tu miejsce każda z wymienionych wytycznych. Teraz powinni tylko kuć to żelazo na przynajmniej tym samym poziomie, chociaż powiem szczerze, że spodziewam się od nich w przyszłości czegoś więcej. To jeden z najbardziej obiecujących, nowych zespołów globalnej sceny undergroundowej, czołówka w Chinach i równie wysoko jeżeli chodzi o klasyczny Thrash.

Na Ancestor swojego czasu zwrócił moją uwagę Johannes Chan, mój dobry znajomy prowadzący Destruktion Records i redagujący zina Bestial Desecration. Dziękuję mu z tego miejsca ogromnie, bo się nie zawiodłem. Tak jak on polecał mi tę ekipę wtedy, tak teraz ja polecam ją wam! Daję gwarancję, że kto gustuje w przede wszystkim niemieckim Thrashu i sięgnie po „Lords of Destiny” nie dozna zawodu! Ten krążek można brać w ciemno!

Przemysław Bukowski

(Łącznie odwiedzin: 27, odwiedzin dzisiaj: 1)