Wydany w 1994 r. album „Tales From the Thousand Lakes” przyniósł spore zmiany w stylistyce Amorphis, w tym wykrystalizowanie się oryginalnego, charakterystycznego stylu Finów. Zespół nagrał płytę o historycznym znaczeniu, na którym jako pierwszy zaproponował połączenie muzyki metalowej z tradycyjnym, fińskim folklorem. To zaś stało się inspiracją dla wielu bardzo różnorodnych stylistycznie zespołów z krainy świętego Mikołaja, takich jak Nightwish, Tenhi czy Moonsorrow.

Na dwójce Amorphis przede wszystkim wyraźnie zwolnił rezygnując prawie całkowicie z deathmetalowych galopad, blastów a także wściekłości serwowanej obficie na „The Karelian Isthmus” czy „Privilege of Evil”. Pierwiastek śmiercionośny pojawia się jedynie w jaskiniowych, niedźwiedzich growlingach Tomiego Koivusaari, w szorstkości gitarowych riffów, tworzących typową dla gatunku ścianę dźwięku a przede wszystkim w akustycznym, surowym brzmieniu, spreparowanym po raz drugi w słynnym Sunlight Studio przez Tomasa Skogsberga. Obok niego jednak Finowie mocno rozwinęli melodykę kompozycji, tworzoną przez inspirowane dokonaniami Paradise Lost, melodyjne riffy, chwytliwe solówki, występujące zarówno w wersji prostej i melodyjnej jak i miejscami bardziej rozwiniętej technicznie a przede wszystkim przez wyeksponowaną na pierwszym planie grę klawiszy nowego członka zespołu Kaspera Martensona. Stosuje on bardzo różnorodne środki oddziaływania na słuchacza poczynając od atmosferycznych, mrocznych plam, przez nawiązania do rockowych i progresywnych tradycji z lat 70-ych XX wieku, które symbolizuje używanie brzmienia organów Hammonda a kończąc na elementach radosnego, skocznego, fińskiego folkloru. Właśnie ten ostatni element powoduje, że „Tales From The Thousand Lakes” nie jest jedynie jedną z wielu inspiracji albumu „Gothic” Paradise Lost, ale czymś oryginalnym i jak się miało w przyszłości okazać ważnym dla historii muzyki metalowej w Finlandii. Charakterystycznie dla ojczyzny muzyków prezentuje się również głos drugiego wokalisty Ville Toumiego, który pojawia się w czterech kompozycjach w formie charakterystycznej, zaciąganej i bardzo klimatycznej maniery. Fragmenty z naturalnym śpiewem są jednymi z najlepszych na płycie i szkoda, że jest ich tak mało. Szkoda także że sam Ville Tuomi nie dołączył na stałe do składu grupy, bo wokalnym wyczuciem bije na głowę obydwu późniejszych liderów Amorphis czyli Pasiego Koskinena i Tomiego Joutsena.

Ludowe motywy nie przyjęłyby się tak dobrze, gdyby nie towarzyszyły im ciekawe kompozycje a tym na „Tales From The Thopusand Lakes” nie brakuje. Dwójka zawiera zbiór dziesięciu niezbyt długich, ale ambitnych i rozbudowanych utworów, z których w zasadzie każdy zapada w pamięci słuchacza. Styl tych kompozycji oscyluje między angielskim doom metalem, szwedzkim deathem a elementami folkowymi, klimatycznymi i progresywnymi. Wszystko zostało podane w mrocznym, skandynawskim, ale dość pozytywnym nastroju, kojarzącym się z zimowymi, pokrytymi śniegiem pejzażami. Teksty zostały napisane na bazie narodowego, fińskiego eposu „Kalevala”, w ich klimat dobrze zresztą wprowadza okładka albumu, jedna z najlepszych w dorobku Amorphis i w obrębie szeroko pojętego metalu klimatycznego.

Płytę rozpoczyna długie, rozbudowane, klawiszowe intro „Thousand Lakes” dobrze pokazujące możliwości Kaspara Martensona w budowaniu chłodnego klimatu. W dalszej części płyty dynamiczne, żwawe i bardzo melodyjne granie zespół prezentuje w: otwierającym płytę, przebojowym, ozdobionym świetnymi, piłującymi riffami i rewelacyjną, krótką wstawką czystego śpiewu Ville Tuomiego „Into Hiding”; ambitnym, zawierającym świetne, nasączone folkiem, gitarowe i klawiszowe motywy oraz niezłe technicznie solówki „The Castaway”, energetycznym, pełnym, gitarowych melodii przypominających styl gry Grega Mackintosha z Paradise Lost „Drowned Maid” i wreszcie nostalgicznym, kierującym się zwłaszcza pod koniec w stronę rockowej klasyki spod znaku Deep Purple „In The Beginning”. Dla odmiany bardziej deathowe, momentami agresywne granie wrzucono do: surowego, mocno zbasowanego, ale nie pozbawionego także chwytliwych melodii „First Doom” oraz finalnego, ciężkiego i w dużej części gitarowo wyraziście piłującego „Magic And Mayhem”. Rasowy, powolny doom metal, podlany świetnymi melodiami i fińskim klimatem można odnaleźć w uwielbianym przez fanów, bujającym, zawierającym kapitalne, solowe partie klawiszy „Black Winter Day” a także w dostojnym i epickim „Forgotten Sunrise”. Znajdujący się w końcówce albumu „To Fathers Cabin” to w lwiej części instrumentalna, rozbudowana, mocno progresywna kompozycja, w której główne pole do popisu dostały klawisze, stylizowane na brzmienia lat 70-ych.

Dwójka Amorphis, mimo że powstała na bazie fascynacji krążkiem „Gothic” Paradise Lost jest rzadkim przykładem kopii o jakości lepszej od oryginału. W przeciwieństwie do dwójki Paradise Lost „Tales From the Thousand Lakes” bardzo dobrze zniosła próbę czasu i u progu trzeciej dekady XXI wieku słucha jej się równie dobrze jak dwadzieścia lat wcześniej. Jest to jedno z najlepszych (o ile nie najlepsze) dzieł fińskiego zespołu. Pochłania się je z zapartym tchem od początku do końca a w wielu miejscach zespołowi udaje się bardzo mocno rozniecić emocje słuchacza. Dla wszystkich miłośników klimatycznego grania oraz tych, którym podobają się fińskie, folkowe wpływy w muzyce metalowej, jest to pozycja obowiązkowa. Bez jej ukazania się na rynku muzyczny świat bez wątpienia byłby inny, w mojej osobistej opinii dużo gorszy.

Radomir Wasilewski

Recenzja pochodzi z portalu RateYourMusic, na którym autor od kilku lat prowadzi profil RadomirW, na którym udało mu się zamieścić już ponad 700 recenzji, przede wszystkim albumów metalowych.

(Łącznie odwiedzin: 191, odwiedzin dzisiaj: 1)