Believe to misterna układanka emocji i melodii, przygotowana w ten sposób, że słuchacz nie ma miejsca na wątpliwości i pytania. Tutaj wszystko idealnie pasuje. Gdy podczas słuchania instynktownie czujemy, że za chwilę powinna zagrać melancholijna gitara – ona gra. Gdy czekamy na zagęszczenie faktury muzycznej, na przyspieszenie opowieści – nadchodzi to po kilku chwilach. Takie rzeczy dzieją się tylko u Mistrzów – a lider Believe Mirek Gil – mistrzem jest!

 

Artysta Gil na rynku muzycznym funkcjonuje już wiele lat. Jego gitara stała się znakiem rozpoznawczym warszawskiej formacji „Collage”, której dwa albumy „Moonshine” i „Safe” przeszły do kanonu światowego rocka progresywnego. Potem był Mr.Gil i istniejący od kilkunastu lat Believe. Mirek kocha dźwięki Davida Gilmoura i Steve Hacketta, sam stając się legendą. Z zespołem jeździ po całym świecie (Europa, USA, Japonia) prezentując muzykę, którą wybrał na zawsze: rock progresywny.
Od lat boleję nad tym, że formacje tej klasy co Believe są marginalizowane przez media i polski biznes muzyczny. Ta wysmakowana, nieograniczona czasowo (3 minuty albo śmierć) muzyka winna stanowić jedną z wizytówek rocka „Made in Poland”, a nie utrzymywać się z problemami na powierzchni. Dzięki aktywności promocyjnej samych muzyków i oddaniu pułku wyznawców rocka artystycznego, okazuje się, że hasło Believe /Mirek Gil wywołuje większe poruszenie w Brukseli, Tokio czy Nowym Jorku niż u nas. Pozostając przy Nowym Jorku – Mirek w wywiadzie dla Radia Poznań opowiedział o zaproszeniu na największy festiwal progrocka w USA. Gdy zespół przygotowywał się do występu, muzyków odwiedził nobliwy lekarz z Nowego Jorku, który przywiózł wszystkie płyty z gitarą Mirka Gila. Prosił go o autografy i nieustającą aktywność muzyczną!
Wracając do albumu „Seven Widows”. To klasyczny album koncepcyjny oparty na przemyślanej opowieści. Mamy także zmiany personalne. Nowy wokalista Łukasz Ociepa pięknie uzupełnia melancholią w głosie przesłanie muzyczne. Jest także nowy perkusista Robert Kubajek. Warto zwrócić uwagę na poszerzenie pola działania skrzypaczki (i tym razem klawiszowca) Satomi. Jej duety z gitarą Mirka przypominają czasami zamierzchłe czasy brzmienia Wishbone Ash. Oczywiście jest także (jak zwykle) Przemek Zawadzki na basie, którego brzmienie ma duży wpływ na jakość końcową tej dźwiękowej przygody.
„Wdowie Opowieści” składają się z siedmiu części. To ponad godzina melancholijnego rocka – muzyki, która udowadnia istnienie innego świata. Bo świat, który dają nam decydenci polskiego szołbizu to tylko atrapa. Pora na własne poszukiwania jest zawsze dobra. Szczególnie, gdy na końcu tej drogi czeka na nas album „Seven Widows” zespołu Believe.

Arkadiusz Kozłowski, Ocena: 5

U nas obowiązuje skala szkolna:

1- poniżej wszelkiej krytyki
2- cudem się prześlizgnął
3- przeciętnie, ale w normie
4- synu, jesteśmy dumni
5- gratuluje prymusie!
6- blisko absolutu

 

(Łącznie odwiedzin: 265, odwiedzin dzisiaj: 1)