W pewnym mieście, w jednym z europejskich krajów żyła kobieta. Osoba ta, choć dla większości anonimowa, nie była całkowicie samotna- miała rodzinę, pracę oraz dalszych znajomych. Miała również sąsiadów. Ze względu na problemy rodzinne posiadała mieszkanie komunalne, była więc również znana urzędnikom społecznym. A mimo to nikt przez ponad dwa lata nie zorientował się, że w mieszkaniu leżą jej zwłoki.
 
Społeczeństwo miało gotową odpowiedź na wszelkie stawiane mu zarzuty. Każdy element układanki składającej się na sygnały ostrzegawcze był tak przedstawiany aby wytłumaczyć zaniechania, których dopuściło się najbliższe otoczenie kobiety. A więc: dlaczego nikt się nie zainteresował jej nieobecnością w szeroko rozumianej „przestrzeni publicznej”?- Bo ona sama unikała towarzystwa. Dlaczego nie wyjaśniono powodu rosnących długów za media?- Bo część opłat automatycznie pokrywała opieka społeczna z jej renty. Dlaczego w końcu nikt nie zainteresował się mdlącym fetorem z jej mieszkania?- Bo w okolicy widywano bezdomnych… Choć są nas miliony: pracowników, obywateli, pasażerów komunikacji miejskiej, internautów, ofiar- zawsze możemy bezpowrotnie zniknąć dla wszystkich innych. I tego właśnie problemu tyczy się płyta Stevena Wilsona.
 
 

No cóż, koncept dobry jak każdy inny. Pamiętam zachwyty nad, najczęściej przywoływanym w odniesieniu do „Hand.Cannot.Erase”, albumem „Brave” – odrodzonego po słabszym okresie Marillion. I wówczas i obecnie temat alienacji powracał jako ściana nośna, kręgosłup konstrukcji zwanej „ambitny progresywny koncept album”. A w rzeczywistości o alienacji, wyobcowaniu, nieprzystosowaniu społecznym i aberracjach emocjonalnych pisać jest najłatwiej. Jest to po prostu wdzięczny temat dla każdej twórczości aspirującej do bycia „ambitną” czy „nieoczywistą”. Zresztą Wilson już wcześniej poruszał podobny temat. Różnica polega na tym, że na „Fear Of The Blank Planet” robił to z zupełnie innej perspektywy. Na albumie Porcupine Tree przemyślenia muzyka (Porcupine Tree = Steven Wilson) oscylowały wokół tematu technologii, społecznych słabości i zaniechań odbijających się na coraz bardziej zdeprawowanej psychice dzieci. Teraz mamy do czynienia z podejściem bardziej indywidualnym, ale nadal marketingowo skalkulowanym. I chociaż muzycznie „Hand.Cannot.Erase” jest płytą niezwykle piękną, to ani przez chwilę nie ufam Wilsonowi. Ale nie ufałem mu też wcześniej, co nie przeszkadza mi doceniać dorobku solowego jak i „zespołowego” artysty. Szkoda jedynie zmarnowanego potencjału opisywanej historii. Przygnębiająca, przeszywająca zimnym dreszczem opowieść o rozkładu samej idei „jednostki w społeczeństwie” zostaje bowiem przekazana nie poprzez równie chłodną muzykę  a poprzez grzeczne pop balladki (skądinąd świetny utwór tytułowy) czy wyciskacze łez („Routine”- a to i tak tylko, jeżeli słuchacz wczyta się w tekst). Utwory czasami bardziej ambitne („Ancestral”)  a czasami mniej (Home Invasion- swoją drogą w utworze tym zbieżności z „The Devil’s Orchard”  oraz „Eternal Rains Will Come” zespołu Opeth są oczywiste). Czasami smutne a czasami radosne, tak, żeby nikt nie poczuł się zawiedziony.

 
 

Płyta, tak po prostu, jest niezwykle przyjemna w odbiorze (mądrze skonstruowana, przepełniona chwytliwymi melodiami, niepozbawiona elementów ambientu czy neo- prog rocka). Wyczuwalny jest jednak wyraźnie przerost formy nad treścią. Wilson jest tak strasznie zapatrzony w klasyków gatunku, że uniemożliwia to artyście wyrobienie własnego, rozpoznawalnego stylu. Steven Wilson jest wspaniałym producentem, ale niestety wtórnym muzykiem. „Hand. Cannot. Erase” słucha się z zainteresowaniem- nie zamierzam tego negować. Tylko że to wszystko już było. I to w lepszym wydaniu. A czy muzyka progresywna nie powinna cechować się (zawartym już w samej nazwie) „progresem” w stosunku do wcześniejszych dokonań gatunku? Być może jednak to ja jestem po prostu naiwny…

Kuba Kozłowski, Ocena: 3+

 
 

U nas obowiązuje skala szkolna:

1- poniżej wszelkiej krytyki
2- cudem się prześlizgnął
3- przeciętnie, ale w normie
4- synu, jesteśmy dumni
5- gratuluje prymusie!
6- blisko absolutu

(Łącznie odwiedzin: 53, odwiedzin dzisiaj: 1)