O „Reign in Blood” napisano już chyba wszystko i raczej niczego odkrywczego tutaj nie dodam. Dla mnie osobiście obok „Master of Puppets” jest to najlepsze dzieło w zakresie thrash metalu oraz opus magnum w dorobku Slayer, i to chyba nie tylko moja opinia. Do tej pory trwa spór o to, która z tych płyt jest najlepszym dziełem thrashu.

Wydany w 1986 roku i skondensowany w dwudziestu dziewięciu minutach album w dziedzinie szybkości, agresji, a jednocześnie zachowania w tym wszystkim czytelności nie ma sobie równych. Płyta ocieka brutalnością i od początku po sam koniec serwuje nam kanonadę dźwięku bez chwili wytchnienia. Gitary Kerry’ego i Jeffa generują niesamowite, wściekłe riffy, Araya serwuje obłąkane wokale, a całości nadają pędu karkołomne salwy perkusji (gra Dave’a Lombardo na tej płycie to totalnie mistrzostwo!). Brzmienie i produkcja na najwyższym poziomie, no jednym słowem wszystko gra jak w zegarku. Co jakiś czas mamy w utworach odrobinę zwolnień, co nadaje fajnego balansu i pozwala słuchaczowi nieco odsapnąć przed kolejną dawką piekielnych arii.

Do moich ulubieńców z „Reign in Blood” należą odwieczne klasyki w postaci „Angel of Death” (który metalowiec tego nie zna, to nie wiem, niech się światu na oczy nie pokazuje) oraz „Raining Blood” (wstęp i wchodzący riff to coś obłędnego – raz usłyszysz, nie zapomnisz). Z pozostałych wyróżniłbym jeszcze diaboliczny „Altar of Sacrifice” i następujący po nim „Jesus Saves”.

Tak teraz widzę, że nie robię nic innego, jak tylko opiewam tę płytę w samych superlatywach. Cóż poradzić, dla mnie jest to album w swojej dziedzinie niedościgniony i po prostu nie stać mnie tu na jakiekolwiek słowa krytyki; nawet jeżeli, to nie wiem, do czego można by się tu przyczepić. Slayer postawił wtedy poprzeczkę bardzo wysoko, wyznaczył nowe standardy i nie wydaje mi się, aby na chwilę obecną ktoś im w pełni sprostał (rzecz jasna w obrębie thrashu). Chyba już nigdy później nie nagrali tak szaleńczej i świeżej muzyki. Podsumowując, stwierdzam, że ta płyta to monument i jeden z albumów, które przeniosły ekstremalne granie na kolejny pułap! To bez wątpienia jeden z krążków, który nieświadomie wykrzesał iskrę, dając jedną z wielu inspiracji dla przyszłej sceny death metalowej.

Przemysław Bukowski

Wydawnictwo In Rock Music Press oraz Muzyka z Bocznej Ulicy przypominają, że już w listopadzie 2020 roku na rynek Polski trafi genialna książka opisująca całą historię grindcore’u i death metalu. Legendarna, odnowiona, mająca niemal 600 stron książka Alberta Mudriana „Oblicza śmierci. Niewiarygodna historia death metalu i grindcore’u” nadciąga!

(Łącznie odwiedzin: 201, odwiedzin dzisiaj: 1)