Wrocławski zespół nowofalowy powstał w 1979 roku założony przez Lecha Janerkę. W oryginalnym składzie nagrał jeden album, o nazwie Klaus Mitffoch. Było to bez wątpienia dziecko PRL-owskiej rzeczywistości. Choć w sklepach pojawił się rok po rozpadzie zespołu, jest uważany za jeden z najważniejszych w historii polskiego rocka. Muzycy z impetem weszli między punka, bluesa i metal. Stworzyli swój styl, jak Republika, ale jej popularność była większa, bo za Klausem panienki nie piszczały, jak za grzywką Ciechowskiego. Oni byli z boku. Zapytany wówczas przez dziennikarza Janerka: „Kim pan właściwie jesteś?” odpowiedział: „Samo-porządkującą formą chaosu”.

Pierwszy oficjalny występ Klausa to festiwal Nowa Fala na Odrze w 1981 roku. Grali przed punkowymi Zwłokami. Sam artysta stwierdził, że przeżył ogromny stres, ponieważ zespół miał problem z rozpoczęciem pierwszego utworu. Janerka był dobrym duchem zespołu. Ogarniał wszystko i świecił za zespół oczami. Zdarzyło się tak nawet, że na jednym z koncertów leżał na scenie i nogami zaparty o bęben centralny ratował odjeżdżającą perkusję. Ale tak naprawdę Klaus nie miał zżytej ze sobą ,,załogi”. ,,Trudno się z czymś związać, kiedy rano się idzie do pracy, potem na próbę i do łóżka. Miałem rodzinę, dwójkę dzieci. Reszta to byli spokojni ludzie, którzy potrafili oszaleć, tylko grając muzykę. Nie wpisywaliśmy się w rockandrollową otoczkę” – opowiadał Lech. Jednym z największych przebojów grupy, który trafił na pierwsze miejsca list przebojów w radiu i telewizji, był ,,Jezu, jak się cieszę”. ,,Nie lubiliśmy go, dlatego nie znalazł się na wydanej potem płycie” – mówił Janerka. Samo nakrecanie teledysku do utworu też nie szło gładko. ,, Wyskoczyli z pomysłem, że jesteśmy mechanikami samochodowymi, rzucamy te brudne akcesoria i nagle znajdujemy się w wielkim hotelu. Że niby nasz świat się zmienia. Powiedzieliśmy im, że to słaby pomysł i zaczęliśmy improwizować. Im się to spodobało, dali kamery, ekipę.

Oczywiście też skasowali forsę za nasze pomysły” – opowiadał Lech. Przez całą noc pisali scenariusz, który bazował głównie na wizualnych dowcipach. Ale ich koncepcje, pewne kadry nie zostały zrozumiane i straciły artyzm całości. Według nich zawiodła telewizja. Napisana przez nich scena z graniem w szachy na suficie i odlatujące figury gdzieś daleko, w ogóle nie były widoczne.

Klip nakręcono w większości w pustym mieszkaniu Janerki. Muzyka Klaus Mitffoch wyrażała egzystencjalny niepokój oraz zagubienie w nowoczesnym świecie i mała wielu odbiorców. „Jezu jak się cieszę latał kilka razy dziennie w telewizji”- opowiadał Janerka w wywiadzie. ,,W Warszawie ludzie tramwaj zatrzymali. Jadę sobie do studia, a tu nagle ktoś wrzasnął: – O, to ten, co śpiewa „Jezu, jak się cieszę”. To było pod Domami Centrum, zrobił się krzyk, zator na wejściu, przyszedł motorniczy, próbował ludzi rozgonić, tramwaj nie odjechał. Ogólne zamieszanie, krzyki „Lechu, chodź do nas”. Cały kraj nucił i uwielbiał utwór, który był znienawidzony przez samych twórców. ,,Gramy go, bo ludzie o niego proszą, ale grając go nie jestem swoim fanem” – Lech Janerka.

Graż Bełz

 

 

 

(Łącznie odwiedzin: 396, odwiedzin dzisiaj: 1)