STEFAN JONSSON
-GORMATHON-
 

Gormathonjest jednym z najbardziej interesujących młodych zespołów metalowych, które zaistniały na szwedzkiej scenie muzycznej w ostatnich latach. Melodyjne i potężne piosenki zawarte na najnowszym albumie zespołu pt. Following The Beast ukazują szerokie muzyczne inspiracje i potencjał muzyków. Ze Stefanem Jonssonem, autorem repertuaru Gormathon, rozmawiałem na temat jego ulubionych albumów, telewizji muzycznych, wzlotów i upadków związanych z przemysłem muzycznym oraz planach na przyszłość.

Jakub Kozłowski: Musze powiedzieć, że Following The Beast zaskoczył mnie. Album jest niezwykle melodyjny i przepełniony piosenkami, które mają spory „przebojowy” potencjał. Wydaje mi się również, że w przypadku wielu utworów zbliżacie się do klasycznego heavy metalu z wyraźnymi wpływami thrashu. Powiedz mi, czy inspirowałeś się jakimiś nowymi wykonawcami, czy w trakcie prac nad Following The Beast starałeś się raczej odciąć od sceny muzycznej?

STEFAN JONSSON: Wielkie dzięki! Wszyscy w zespole wywodzimy się z różnych muzycznych środowisk i myślę, że słychać to w naszej muzyce. Dorastaliśmy słuchając klasycznego heavy metalu, jak Judas Priest, czy thrashu granego przez Metallikę, Slayera i Exodus. Później zainteresowaliśmy się również melodyjnym death metalem. Gdy komponuję, nie staram się odciąć od żadnej muzyki, a inspirację czerpię tak ze starych płyt, jak i dzieł nowych wykonawców.

JK: Moim absolutnym faworytem na albumie jest utwór zatytułowany In Benevolence. Kawałek, który z jednej strony jest bardzo ciężki, a z drugiej ma niezwykle chwytliwy sznyt dzięki melodyjnemu refrenowi. Czy mógłbyś powiedzieć mi coś więcej na temat tego utworu?

STEFAN JONSSON: Ha, to jest też mój ulubiony kawałek (śmiech). Nie do końca wiem, w jaki sposób go wymyśliłem. Może pracowałem wtedy nad jakimiś cięższymi brzmieniami i po prostu poczułem, że muszę napisać coś szybszego i potężniejszego? A może byłem wówczas zły i niezadowolony…

JK: Przygotowaliście dwa bardzo wyraziste teledyski promujące nowy album. W dzisiejszych czasach jedyną drogą, aby je upublicznić, jest umieszczenie ich na YouTube. Pamiętam, że w czasach, kiedy MTV jeszcze grało muzykę, sprawiało mi wielką radochę, kiedy w jednym z programów udało mi się trafić na teledysk ulubionego zespołu. Teraz jest to zdecydowanie mniej ekscytujące – w każdej chwili, w każdym miejscu można odtworzyć video w Internecie. Powiedz mi, co myślisz na temat degeneracji stacji takich jak MTV czy VH1?

STEFAN JONSSON: Mogę się jedynie z Tobą zgodzić. Zawsze czekałem w tygodniu na moment, kiedy MTV miało wyświetlać nowy odcinek Headbangers Ball. Trochę mi tych czasów brakuje. I tak jak mówisz, obecnie można zobaczyć/usłyszeć wszystko w każdej chwili co czyni muzykę mniej ekscytującą niż przed YouTube’em.

JK: A co z programami takimi jak The Voice of… Nie uważasz, że przygotowanie muzyki, która jest szczera i płynie prosto z serca staje się coraz trudniejsze? Obecnie zawsze można iść na skróty poprzez udział w programach, które zapewnią Ci kontrakt za cenę utraty muzycznej wolności. Powiedz, jak bardzo wyboistą drogę musiał przejść Gormathon, aby podpisać profesjonalną umowę z wytwórnią?

STEFAN JONSSON: Brnęliśmy taką właśnie wyboistą drogą przez wiele lat, i to w różnych konfiguracjach, ale zawsze robiliśmy swoje i wierzyliśmy w to, co robimy. Przyniosło to w końcu profity w momencie, kiedy związaliśmy się z Napalm Records.JK: Co wolicie jako zespół: występy w małych klubach gdzie można nawiązać ścisłą więź z fanami czy wielkie koncerty festiwalowe?

STEFAN JONSSON: Oba rodzaje występów są dla nas ważne. Jednak koncert na festiwalu, w gorącą letnią noc dla tysięcy szczęśliwych, pijących piwo fanów moshujących dookoła jest nie do pobicia.

JK: Czy kiedykolwiek stanęliście przed problemem nacisków z zewnątrz? Wiesz, kiedy ktoś wywiera presję mówiąc wam, co robić aby odnieść sukces? Czy macie jakieś rady dla młodych zespołów, które muszą się mierzyć z takimi naciskami?

STEFAN JONSSON: Jak mówiłem wcześniej zawsze robiliśmy swoje i myślę, że większość zespołów metalowych nigdy nie była marionetkami tańczącymi tak, jak zagra im jakiś producent albo wydawniczy „ważniak”. Po prostu róbcie swoje i wierzcie w to, a osiągniecie sukces prędzej czy później.

JK: Czy na szwedzkiej scenie metalowej występuje otwarta rywalizacja między zespołami? Czy jednak wszyscy jesteście „kochającą się rodziną”?

STEFAN JONSSON: Myślę, że rywalizacja na szwedzkiej scenie przebiega bardzo przyjacielsko. Zawsze ktoś wyciągnie pomocną dłoń albo udzieli dobrej rady. Szczególnie młodym zespołom. Gormathon również zawsze jest chętny do udzielenia pomocy osobom znajdującym się u progu kariery.

JK: Wiem, że prawdziwy gentelman o pieniądzach nie rozmawia, ale chciałem jednak zapytać, czy możliwym jest życie z samego tylko grania w zespole?

STEFAN JONSSON: Stary, jest to bardzo trudne! Myślę, że trzeba grać w naprawdę popularnym zespole, aby wyżyć tylko z muzyki. Pisanie muzyki oraz podróżowanie po całym świecie, gdy masz równocześnie stałą pracę zarobkową, jest niezwykle trudną robotą. Ale mimo wszystko warto to ciągnąć. Wiesz, ja po prostu kocham grać metal, a kiedy stoisz na scenie przed krzyczącymi fanami po prostu zapominasz o długim locie i czekaniu na taksówkę, która zapomniała cię odebrać….JK: Czy pracujecie już nad nowym albumem? Macie już jakieś ukończone utwory? Czego możemy się spodziewać?

STEFAN JONSSON: Muzykę piszę niemal nieustannie. Ja i Markus (Albertson – przyp.aut.) zbierzemy się razem jesienią i urządzimy sobie burzę mózgów, poukładamy kilka fajnych riffów nad którymi obaj pracujemy i posklejamy je w kilka nowych fantastycznych utworów.

JK: W jaki sposób najczęściej pracujecie nad kompozycjami? Jammujecie razem czy pozostali muzycy pracują nad swoimi partiami indywidualnie?

STEFAN JONSSON: Wcześniej pisałem większość muzyki sam a Tony (Sunnhag – przyp.aut.) przygotowywał teksty, ale tak jak mówię, Markusprzygotował kilka fajnych riffów, które dodamy do naszych na w pół gotowych utworów. I to będzie fantastyczne! Może odrobinę bardziej thrashowo-metalowe (śmiech)

JK: Po nagraniu dwóch albumów Wasza pozycja na scenie metalowej rośnie. Staliście się już znanymi muzykami. Powiedz mi, czy nadal możliwym jest spotkanie Was po koncercie i pogadanie? Czy też może nie możecie już utrzymywać takiej bezpośredniej relacji z fanami?

STEFAN JONSSON:
Kontakt z naszymi fanami jest dla nas niezwykle ważny i staramy się spotkać ich osobiście jak najwięcej po koncercie. Naprawdę lubimy wychylić piwko i porozmawiać z metalowcami!

JK: Jakie zespoły inspirowały Cię, zanim zdecydowałeś się zostać profesjonalnym muzykiem? Jakiego rodzaju muzyki słuchałeś jako nastolatek? Zawsze był to metal?

STEFAN JONSSON: Pierwszym albumem przy którym opadła mi szczęka był Made In Japan Purpli. Tak, wiem, że było to baaardzo dawno temu… Po przesłuchaniu tej płyty zapragnąłem zostać gitarzystą. Po prostu kocham sposób, w jaki brzmi gitara Ritchiego Blackmore’a! Ale inna muzyka również mnie inspiruje. Zespoły takie jak Accept, Metallica, Lamb of God, Dimmu Borgir, Amon Amarth czy In Flames wywarły wielki wpływ na mnie i na sposób, w który piszę muzykę.

JK: Czy Twoje doświadczenia z Morgana Lefay wpłynęły jakoś na twoją wizję Gormathon?

STEFAN JONSSON: Tak, w pewnym stopniu. Minęło już jednak kilka lat od czasu, kiedy z nimi grałem. Ciągle jednak pozostajemy dobrymi przyjaciółmi… no, i mamy salę prób w tym samym budynku.

JK: Kiedy możemy spodziewać się występu Gormathonw Polsce? To niedaleko od Szwecji…

STEFAN JONSSON: Nie mamy jeszcze zaplanowanych kolejnych koncertów, ale bardzo chcielibyśmy zagrać w Polsce. Nigdy u was nie byliśmy, ale mam nadzieję, że niedługo to się uda.

wywiad ukazał się pierwotnie w serwisie www.rockhard.pl do którego serdecznie zapraszam

(Łącznie odwiedzin: 24, odwiedzin dzisiaj: 1)