Jakiś czas temu wspominałem pobieżnie o brytyjskim, bardzo porządnym zespole Samurai, będącym w zasadzie kolejnym wcieleniem formacji The Web. Nie była to jednak jedyna grupa używająca tej nazwy. 
Co więcej, nie była to nawet grupa najważniejsza spośród „Samurajów”. Za najbardziej intrygującą muzycznie uznałbym bez wątpienia japońskiego imiennika brytyjskiej formacji, która przygotowała jedną, genialną płytę „Samurai” z roku 1970 – zwaną również „Green Tea” –  oraz psychodeliczną podróż przez bezdroża zatytułowaną „Kappa”. Jako, że fragmenty „Green Tea” proponowałem już do odsłuchu kilka tygodni temu dzisiaj parę słów o następnej płycie Japończyków.
Powiedzieć, że „Kappa” jest czystej wody psychodelią byłoby uproszczeniem. Mamy tu do czynienia z również intrygującymi elementami progresywu oraz ciężkimi (tu i ówdzie) riffami, nawiązującymi w swojej genezie do europejskiej sceny muzycznej – co zresztą bez wątpienia wynikało z faktu, że w latach 60. formacja przeniosła się do Anglii.  Muzyka prezentowana przez Samurai jest niezwykle przestrzenna , pełna instrumentalnych partii budujących specyficzny, odrobinę nierealny klimat. Jeżeli lubicie nawiedzone solówki na organach, przesterowane brzmienie basu (a gra tu słynny Tetsu Yamauchi znany z późniejszej współpracy z Free) oraz sporadyczne ale niemożliwe do przeoczenia szaleństwa bębniarza – wówczas na pewno docenicie „Kappa”. Tyle, że nie jest to płyta łatwa, nie ma na niej wyraźnych, wpadających w ucho melodii – co zdarzało się na debiucie – mogących odrobinę rozwiać monotonię pojawiającą się w okolicach połowy albumu. Drugiej płycie zespołu brakuje odrobinę sił rażenia, skupienia i jasnej myśli kierującej improwizacje w stronę jasno wytyczonego celu. Przez to nie można uznać jej za przedstawiciela pierwszej ligi ciężkiej psychodeli . Utwory pokroju „Trauma”, „Dardatta” czy rozwijanego w nieskończoność „King Riff and Snow Flakes” (zajmuje całą drugą stronę winyla) znowu, z braku lepszego słowa, intrygują, ale jest to uczucie przelotne, trwające właściwie jedynie w czasie odsłuchu. Wraz z zakończeniem płyty niewiele myśli kołata się w głowie.

Może tak właśnie ma być, może to jest ta indywidualna cecha wyróżniająca album, ale przy całej swojej sympatii dla „Kappa” muszę uznać ją za słabszą od debiutu. Bez wątpienia też płyta wymaga czasu i wielu chęci aby przyswoić ją w stopniu pozwalającym docenić kunszt muzyków tworzących Samurai. Być może nie będziecie do „Kappa” wracać przesadnie często, ale nadal jest to album, któremu warto dać drugą szansę.  

Kuba Kozłowski, Ocena 4 —

U nas obowiązuje skala szkolna:
1- poniżej wszelkiej krytyki
2- cudem się prześlizgnął
3- przeciętnie, ale w normie
4- synu, jesteśmy dumni
5- gratuluje prymusie!
6- blisko absolutu

(Łącznie odwiedzin: 80, odwiedzin dzisiaj: 1)