Sixto Diaz Rodriguez, czy też po prostu Rodriguez urodził się w rodzinie meksykańskich imigrantów w Detroit, gdzie w tamtych latach kwitł przemysł samochodowy na ogromną skalę. Urodzony w 1942 roku artysta początkowo pracował na budowach, jednocześnie tworząc muzykę i grając w przeróżnych klubach nocnych i spelunach Detroit, jak się okazało nie bez sukcesów, gdyż już w latach 60 zyskał pewną renomę, by na przełomie dziesięcioleci podpisać kontrakt na kilka albumów z lokalnym wydawcą, Sussex Records. Kolejno w 1970 i 1971 roku wydał dwa znakomicie przyjęte przez krytyków albumy „Cold Fact” i „Coming From Reality”. Niestety mimo świetnego przyjęcia oba albumy się zupełnie nie sprzedawały, co poskutkowało  zerwaniem umowy w 1972 roku. Rodriguez pozostawał aktywnym muzykiem jednak aż do 1976 roku, nawet pomimo fiaska związanego z nigdy nie wydanym trzecim albumem.

Jednak po kilku latach porzucił muzykę, kupił tani dom na aukcji (w którym nawiasem mówiąc, żyje po dziś dzień) i skupił się na pracy i działalności politycznej skoncentrowanej na  poprawie jakości życia ówczesnej klasy robotniczej Detroit. W ciągu lat działalności kilkukrotnie kandydował na różne polityczne stanowiska, od burmistrza (w 1981 i 1993), radnego miasta Detroit w 1989, aż do Izby Reprezentantów Stanu Michigan w 2000 roku. Niestety bez większych sukcesów. Pracował bez przerwy imając się budowlanki, prac w hurtowniach i liniach produkcyjnych aż do 1998 roku. W trakcie wieloletniej pracy miał kilka wypadków. W jednym z nich stracił palec serdeczny u lewej dłoni, co nie przeszkodziło mu w grze na gitarze.

 

Wbrew pozorom i wiedzy samego Rodrigueza jego muzyka na świecie zaczęła być rozpoznawalna już w połowie lat 70. Szczególnie w Australii i Nowej Zelandii, gdzie w 1976 roku jego albumy się wyprzedały do ostatniej sztuki. Dopiero w 1979 i 1981 roku Rodriguez zagrał udane trasy w Australii. Jednak największy sukces jego muzyka odniosła w RPA, gdzie utwory artysty były hymnami przeciwników apartheidu. Najwięksi działacze antyrządowi, jak Steve Ditko deklarowali się jako fani muzyki Rodrigueza, co doprowadziło koniec końców do zakazu słuchania jego muzyki. Co ciekawe, w RPA krążyły szalone plotki o tym, jakoby artysta popełnił samobójstwo podczas konceru we wczesnych latach 70, raz poprzez samospalenie, raz przez strzał w głowę. Mit ten był żywy aż do drugiej połowy lat 90. W 1997 roku w Cape Town ruszyła akcja „Czy znasz tego człowieka?”, która miała na celu odnalezienie artysty poprzez publikowanie jego podobizny na produktach codziennego użytku i spożywczych. Niedługo później córka Rodrigueza zadzwoniła z wiadomością, że to jej ojciec, który wciąż  żyje,  co poskutkowało oszałamiająco popularną trasą koncertową w 1998 roku. Trasa ta ostatecznie pozwoliła Rodriguezowi porzucić pracę i skupić się na muzyce. Jednocześnie też młode pokolenie amerykanów zaczęło poznawać muzykę artysty, identyfikując się z jego drapieżnymi tekstami podszytymi polityką i inteligentnymi obserwacjami społeczeństwa, zarazem mieszającymi się z prostymi w odbiorze refleksjami. W ciągu kolejnej dekady twórca ustabilizował swoją pozycję zyskując coraz więcej fanów i koncertując na całym świecie.

Jednak wszystko się zmieniło w 2012 roku przy okazji premiery filmu „Searching for a Sugar Man”. Rodriguez zyskał oszałamiającą sławę, stał się osobistością medialną, występował w topowych programach telewizyjnych w USA, udzielał mnóstwo wywiadów, wyjeżdżał w kolejne trasy koncertowe, w szczególności po otrzymaniu na początku 2013 roku Oscara w kategorii Najlepszy Dokument Pełnometrażowy. Film, którzy przyczynił się do rozsławienia artysty na całym świecie jest jednak zbiorem mitów i przekolorowanych historii na temat Rodrigueza. Nie jest to mimo wszystko zły film i doskonale nadaje się jako dobry start do rozpoczęcia znajomości z muzyką  Sugar Mana.

W tym samym roku Rodriguez musiał anulować serię koncertów ze względu na pogarszający się stan zdrowia, artysta cierpi na jaskrę, która coraz bardziej uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie odbierając mu znaczną część wzroku. Często chodzi kulejąc, opierając się o kogoś. Wiadomość o anulowaniu koncertów rozeszła się echem po całym globie, przy czym nagłówki gazet często atakowały artystę.  On sam jednak pozostaje otwartym, dość krytycznym człowiekiem, dotyczy to zarówno społeczeństwa, jak i jego samego. Większość pieniędzy rozdaje dzieciom i przyjaciołom, mieszka w tym samym domu od ponad 40 lat, nie dba o status materialny i prowadzi takie samo życie, jak zawsze. Nadal aktywnie wspiera lokalną scenę polityczną i artystyczną. Książki, dopóki może, czyta w lokalnej bibliotece uniwersyteckiej. Nie posiada samochodu, lodówki, długo bronił się przed telefonem, aż zmuszony do tego został przez córkę, która jak wspominała miała dość szukania ojca w zapyziałych dzielnicach Detroit, gdzie przesiadywał ze znajomymi w barach, albo grając gdzie popadnie.

Sixto Diaz Rodriguez jest taki sam, jak był przed 5 dekadami. I sam podkreśla, jak ważne jest bycie sobą. Prawdziwa historia jego życia, po odsączeniu z legendarnej otoczki „zaginionego Rodrigueza, tułającego się po świecie, wzgardzonego i niedocenionego grajka, którego muzyka wznosiła pokolenie rewolucji w Republice Południowej Afryki” jest jeszcze bardziej ciekawa – opowiada o zwykłym człowieku, który miał wiele chęci przy małych możliwościach. Mimo to, nie poddawał się ani nie ograniczał.

Wojciech Dudek

(Łącznie odwiedzin: 53, odwiedzin dzisiaj: 1)