Katalog Franka Zappy to ponad 60 albumów nagranych na przestrzeni trzydziestu z okładem lat kariery scenicznej. Gdyby dodać do tego również płyty pośmiertne, wydane na podstawie zarchiwizowanych przez muzyka kompozycji i występów na żywo należałoby katalog ten poszerzyć jeszcze o kolejne 50 płyt. Dlatego bez wątpienia nie łatwo zacząć przygodę z muzyką Franka Zappy. Nie wiadomo bowiem, od czego zacząć a metoda „zacznij od początku” wcale nie zawsze musi się sprawdzać w przypadku twórców tak nieoczywistych i niepoddających się jasnej klasyfikacji. Chyba jedynie John Zorn stanowi dla Zappy konkurencję jeżeli chodzi o kłopotliwość rozpoczęcia przygody z muzyką. Postaram się jednak pomóc. Poniżej znajdziecie całkowicie subiektywny i niepoddający się przesadnej racjonalizacji zestaw utworów i płyt, za które, moim zdaniem, powinniście chwycić w pierwszej kolejności aby w miarę bezboleśnie i z przyjemnością rozpocząć zabawę z twórczością Franka.

Najpierw jednak kilka bardzo wstępnych informacji o samym muzyku. Jeżeli ktoś nie zna Zappy jako kompozytora, to powinien przynajmniej kojarzyć go jako bohatera utworu „Smoke on The Water” formacji Deep Purple. Utwór opowiada bowiem właśnie o koncernie Zappy w Montreaux w Szwajcarii. W trakcie tego występu fan spalił zabytkowe kasyno zrewitalizowane na salę koncertową. Zespół The Mothers of Invention stracił sprzęt wart ponad 300 tysięcy współczesnych dolarów, a Deep Purple stracili idealne miejsce do nagrywania swojej przełomowej płyty „Machine Head”.

Frank Vincent Zappa urodził się 21 grudnia 1940 roku. Zmarł po ciężkiej walce z rakiem prostaty 4 grudnia 1993. Urodził się w Baltimore w stanie Maryland ale ze względu na pracę swojego ojca bardzo często zmieniał miejsce zamieszkania aby ostatecznie osiąść w Kalifornii. W Cucamonga, po zakończeniu edukacji, kupił podupadające studio nagraniowe (jako jedne z niewielu posiadało ono pięciościeżkowy rejestrator) przyjmując wszelkie nadarzające się zlecenia. Jedno z takich zleceń, efekt prowokacji lokalnej policji, doprowadziło go do skazania na sześć miesięcy kary pozbawienia wolności. Mianowicie jeden z „tajniaków” namówił Zappę aby ten zarejestrował kasetę z filmem porno. Zappa zgodził się jedynie na rejestrację dźwięków erotycznych. To właśnie doprowadziło go do konfliktu z prawem i oskarżenia o rozpowszechnianie pornografii. W więzieniu odsiedział jednak tylko 10 dni.

Wydarzenie to wpłynęło jednak głęboko na światopogląd Zappy, który przez całe życie będzie niezmiennie krytyczny wobec działalności autorytetów religijnych, społecznych, centrum amerykańskiej władzy. Frank znany będzie ze swojej walki z cenzurą oraz politycznymi i rasowymi uwarunkowaniami ówczesnych Stanów Zjednoczonych. Zresztą, czyniąc to zawsze w sposób jak najbardziej profesjonalny, poważny i „na zimno” doskonale argumentując swoje stanowisko.

W roku 1965 Zappa dołącza do zespołu Soul Giants grającego przeróbki Rythm and Bluesowych standardów. Niemal w mgnieniu oka przekształci go w zarządzany przez siebie twardą ręką The Mothers of Invention. W roku 1966 na rynek trafił fenomenalny a dziwaczny debiut zespołu – „Freak Out” (o płycie jeszcze za chwilę), w roku 1969 fani mogli z kolei cieszyć się drugim, ale zdecydowanie dojrzalszym od „Lumpy Gravy”, albumem solowym Zappy, zatytułowanym „Hot Rats”. Jest to bez wątpienia jedna z najważniejszych płyt w historii, dość szeroko pojętego, jazz Fusion.

W roku 1971 z kolei nastąpiły dwa bardzo ważne, chociaż niezbyt szczęśliwe wydarzenia w życiu Franka. Najpierw stracił cały sprzęt we wspomnianym już pożarze kasyna w Montreaux a tydzień później został bardzo silnie poturbowany przez napastnika. W Anglii w trakcie koncertu zaatakował go fan, który uderzył Zappę i zepchnął ze sceny. Zaowocowało to pęknięciem krtani, uszkodzeniem kręgów szyjnych oraz złamaniem obu nóg. Okres rekonwalescencji Zappa poświęcił na przygotowanie albumów mniej typowych w swojej dyskografii mających charakter niemal czysto jazzowy, rozpisany na całe orkiestry. Powstały wówczas „Wakka/Jawakka” oraz „The Grand Wazoo”.

Jeżeli chodzi o pewne ogólniki tyczące się samej twórczości Zappy to bardzo o nie trudno. Nie sposób w zwięzły sposób scharakteryzować twórczości Franka, co zresztą stanowi jego największą zaletę. Zappa całą karierę miesza style łącząc doo whop z jazzem i elementami bluesa oraz wpływami alternatywnej muzyki klasycznej spod znaku Edgara Varèse, Igora Strawińskiego czy Antona Weberna. Jego muzyka cechuje się niespotykaną u żadnego innego twórcy różnorodnością, dzięki czemu w katalogu Zappy znajdziemy albumy tak zaawansowane kompozycyjnie jak „Hot Rats”, „The Grand Wazoo” czy „Wakka/Jawakka” oraz bardziej rockowo prześmiewcze, niebywale lekkie i ciepłe w odbiorze „Over-Nite Sensation” czy „One Size Fits All” i „Sheik Yerbouti”. W trakcie swego życia zarejestrował ponad 60 albumów studyjnych i na żywo łącząc zresztą bardzo często fragmenty zarejestrowanych na żywo improwizacji wplatając je w prace studyjne. Po jego śmierci rodzina Zappy opublikowała kolejne 50 płyt opartych na zarejestrowanych przez Zappę i przechowywanych w archiwum materiałach.

Zappa był przeciwnikiem narkotyków, ale dążył do ich pełnej legalizacji. Nie zgadzał się na ingerencje polityków w swobody obywatelskie, walczył z cenzurą. Odnosił się z pogardą do kaznodziei telewizyjnych, polityków czy celebrytów. Należał do najinteligentniejszych, najbardziej asertywnych, pewnych siebie i ironicznych muzyków w historii. Nikt mu nie dorównywał i nadal nie dorównuje w kategorii twardości charakteru. Dysponował ciętym językiem i umiejętnością argumentowania wszystkich wyznawanych przez siebie zasad. Był również artystycznym despotą – wymagał olbrzymich umiejętności muzycznych od swoich współpracowników oraz nieograniczonych wręcz zdolności improwizacyjnych. Dzięki temu zespół (zmieniający się regularnie) Zappy stał się prawdziwą wylęgarnią talentów, z której muzycy trafiali do mainstreamowego świata rocka. Gdy grałeś z Zappą, nic już więcej na scenie nie mogło cię zaskoczyć. To u Zappy szlify zdobywali: Terry Bozzio (perkusja – później współpracownik Johna Wettona, UK, Duran Duran, Jeffa Becka, Korn), Ansley Dunbar (perkusja – Lou Reed, David Bowie, Sammy Hagar, John Mayall & The Bluesbreakers), Steve Vai (gitara – David Lee Roth Band, Whitesnake, Alcatrazz), Andrew Belew (gitara – King Crimson), Eddie Jobson (klawisze – UK, Jethro Tull, Roxy Music, Curved Air) i wielu wielu innych.

 

Ale jak podejść do dyskografii Franka Zappy? Gdzie zacząć, na co zwrócić uwagę, które albumy stanowią najlepszy „entry point” do jego twórczości?

Poniżej nasze subiektywne propozycje:

The Mothers of Invention –  I Ain’t got No Heart (“Freak Out!”, 1966)

Pierwsza płyta zespołu wydana w 1966 roku. Jest to pierwszy debiut w historii który opublikowano, jako podwójne LP. Jest to równocześnie drugi album rockowy, po „Blonde on Blonde” Boba Dylana wydany w ten sposób.

Tom Wilson, producent Dylana zakontraktował formację myśląc, że jest to zespół rythm and bluesowy. Od razu należy napisać, że bardzo się pomylił. Debiut Mothers of Invention to album koncepcyjny tyczący się subkultury Fraków funkcjonującej w Los Angeles. Jest to też satyra na amerykańską kulturę popularną pełną szyderczych tekstów, celnych obserwacji społecznych i szaleństwa, z którego Zappa będzie znany również w przyszłości. Płyta przepadła w stanach zjednoczonych zdobyła sobie jednak pozycję kultową w Europie, do której zespół będzie zresztą często wracał z koncertami. „Frak Out” jest też wyraźnym dowodem na to, że pod względem artystycznym Zappa przejął w Mothers absolutnie autorytarną pozycję.

Frank Zappa – Eat That Question (The Grand Wazoo, 1972)

Po rozwiązaniu pierwszego wcielenia zespołu i nagraniu albumu solowego „Hot Rats” Zappa ponownie nagrywał pod szyldem Matek, tyle że z zupełnie nowymi muzykami. W roku 1971 doszło jednak do kilku nieszczęśliwych wypadków, które ponownie zakończyły działalność formacji. Po pierwsze w trakcie legendarnego koncertu w Montreaux uwiecznionego w tekście utworu „Smoke on The Water” wybuchł pożar który strawił całe zabytkowe kasyno i zniszczył wart 300 tys dolarów sprzęt zespołu.  Tydzień później w trakcie występu w Wielkiej Brytanii Zappa został zaatakowany przez anty fana, który oskarżał Franka o lubieżne spojrzenia w stronę jego partnerki. Napastnik powalił Zappę i zepchnął ze sceny co zaowocowało pęknięciem kręgów szyjnych i krtani, wstrząsem mózgu oraz połamanymi nogami. W trakcie rekonwalescencji Zappa zwrócił się w stronę jazzowych, bardziej skomplikowanych form przewidzianych do odgrywania przez big bandowe orkiestry. Powstały wówczas dwie fenomenalne płyty, solowa „Wakka/Jawakka” oraz nagrana pod szyldem Mothers of Invention, jeszcze bardziej dopracowane i przemyślane kompozycyjnie „The Grand Wazoo”.

Nie były to jednak w żadnej mierze sukcesy komercyjne. Zappa w swoim stylu wspominał nawet, że podobno ktoś kupił po egzemplarzu gdzieś w Skandynawii. Obecnie obie płyty należą jednak do absolutnego kanonu awangardowego jazzu wraz z inną płytą Zappy, „Jazz From Hell” z lat 80.

Frank Zappa and Mothers of Invention – Camarillo Brillo (Over Nite Sensation, 1973)

Po rekonwalescencji związanej z atakiem w Londynie, Zappa spełnił do pewnego stopnia swoje ambicje artystyczne kontynuując kierunek zapoczątkowany na „Hot Rats”. Następnie, po opublikowaniu „Wakka/Jawakka” i „The Grand Wazoo” zaskoczył słuchaczy idąc w stronę muzyki o wiele bardziej melodyjnej i przystępnej dla przeciętnego słuchacza. Albumy „Over-Nite Sensation” oraz „Apostrophe (‘)” był sporym zaskoczeniem dla fanów Franka. Na tyle dużym, że pierwszy z opublikowanych, a oba trafiły na rynek w przeciągu kilku miesięcy, spotkał się ze sporą krytyką prasy. Obecnie jednak „Over-Nite Sensation” uchodzi za jeden z najbardziej udanych w karierze muzyka. Z tej płyty warto przyjrzeć się wesołemu i bardzo ciekawemu melodyjnie „Camarillo Brillo”

Frank Zappa – Cosmic Debris, Apostrophe (Apostrophe (‘), 1974)

Kilka miesięcy po opublikowanej pod szyldem The Mothers of Invention płyty Over-Nite Sensation na rynek trafił album solowy Franka, „Apostrophe (‘) ). Utwory na tą płytę przygotowywane były w trakcie tej samej sesji, co utwory z płyty poprzedniej a pomimo tego album ma zupełnie inny charakter – utwory są bardziej ciepłe pod względem instrumentalnym, kawałki wzbogacone zostały o zdecydowanie więcej elementów jazzu a teksty mają mniej frywolny charakter, chociaż nadal jest to satyra i abstrakcja typowa dla Zappy. Jest to również album, który uzyskał największą popularność w historii Franka, docierając do 10 miejsca notowania Billboardu, co uznać można za olbrzymi sukces marketingowy i otarcie się o muzyczny mainstream. Jest to też obok „Hot Rats” album, który kojarzy najwięcej spośród osób, które niekoniecznie słuchały kiedykolwiek Franka Zappę.

Frank Zappa/ Mothers of Invention – Inca Roads (One size Fits All, 1975)

 „One Size Fits All” to z kolei ostatni album studyjny zarejestrowany przez Franka Zappę z zespołem The Mothers of Invention. Po opublikowaniu tej płyty grupa ponownie przestała istnieć. Płytę wyróżnia skomplikowany, porywający i aranżacyjnie wymagający, chyba jeden z najbardziej pełnych instrumentalnie utworów w historii Zappy. Chodzi o kompozycję Inca Roads, wzbogaconą o wspaniałą grę Zappy, który zresztą, o czym często się zapomina, należał do najbardziej innowacyjnych i utalentowanych gitarzystów w historii muzyki popularnej.

Frank Zappa – “Muffin Man” (“Bongo Fury”, 1975)

Po „One Size Fits All” na rynek trafił jeszcze pod marką Matek jedynie album koncertowy „Bongo Fury” podsumowujący wspólną trasę zespołu z legendarnym Captainem Beefheartem. Płyta niezwykła, ale mająca niewiele wspólnego z oryginalnym stylem zespołu, który pełnił tu bardziej rolę akompaniującą dla Zappy i Dona Van Vlieta. Z płytą warto się jednak zapoznać aby poczuć, jak wiele szaleństwa i czystego talentu znajdowało się na jednej scenie, gdy Captain Beefheart i Zappa połączyli siły. Ja polecam przede wszystkim utwór „Muffin Man”.

Frank Zappa – Black Napkin, Wind Up Working In a  Gas Station (Zoot Allures, 1976)

„Zoot Alures” z roku 1976 to album spinający bardzo trudny biznesowo okres w karierze Zappy. W trakcie prac nad materiałem Zappa rozpoczął sądowe batalie ze swoim dotychczasowym managerem Herbem Cohenem. Ten w odpowiedzi na pozew Franka wystosował własne oskarżenia, co doprowadziło do zablokowania możliwości korzystania ze zgromadzonych na kontach firmowych środków. Zmusiło to Zappę do bardzo intensywnego koncertowania oraz do zmian planów w stosunku do najnowszego albumu. „Zoot Allures” planowane początkowo jako podwójny longplay został przez Zappę przerobiony i zaproponowany Warner Bros do wydania z pominięciem dotychczasowej wytwórni. Płyta ukazała się nakładem WB ale już chwilę później doszło do napięć na linii wytwórnia – Zappa  oraz kolejnych procesów. W konsekwencji poczwórny album „Läther” został przez Warner Bros wbrew woli muzka podzielony na niezależne płyty „Studio Tan”, „Sleep Dirt”, „Zappa in New York” oraz „Orchestral Favorites”.  Płyta „Zoot Allures” ma bardziej rockowy, wirtuozerski charakter. Nadal przepełniona jest satyrą ale trafiły na nią też wspaniałe gitarowe instrumentalne utwory jak „Black Napkin”. Do moich faworytów zaliczam jednak szalony, odrobinę irytujący ale zabawny i całkowicie w stylu Zappy „Wind Up Workin In a  Gas Station”.

Frank Zappa – Dancing Fool (“Sheik Yerbouti”, 1979)

„Dancing Fool”  z najlepiej sprzedającego się w historii Zappy albumu (ponad dwa miliony nabywców – niebywałe!) to już Zappa najbardziej melodyjny, popowy i przyjazny słuchaczowi. Łatwiej niż na „Sheik Yerbouti” nie będzie dla nikogo, kto chciałby bezboleśnie poznać styl Zappy. Nie jest to jednak płyta najlepsza w dyskografii, chociaż bez wątpienia udana. Zresztą, Frank miał niezwykle udany artystycznie koniec lat 70, co udowadnia również druga wydana w tym roku płyta Franka – odrobinę zapomniany „Joe’s Garage”. Chociaż wiele kompozycji zawartych na płycie „Sheik Yerbouti” mają swój początek w koncertowych improwizacjach, to trafiły tu również tak zwarte kawałki, jak „Bobby Brown”.

Frank Zappa – Crew Slut (Joes Garage, 1979)

Na koniec proponuję doskonałą rock operę opublikowaną przez Zappę na moment przed pojawieniem się na horyzoncie nowej dekady w trakcie której muzyka Franka również przybierze odrobinę inny niż w latach 70. charakter.  Płytę tą recenzowałem na łamach „Muzyka z Bocznej Ulicy” dlatego tutaj napiszę bardzo krótko: zwariowany koncept i wizja świata w którym rząd postanawia zdelegalizować muzykę, jako formę rozrywki dającą obywatelom zbyt dużo niemożliwej do kontrolowania swobody. To jest nić przewodnia płyty… potem mamy już tylko uroczy chaos. Zappa atakuje po równo rząd, katolików, wyznawców scjentologii, groupies, biznes muzyczny. Czyli jest bardzo, bardzo barwnie i niezwykle śmiesznie.

(Łącznie odwiedzin: 323, odwiedzin dzisiaj: 1)