Fields Of The Nephilim “Elizium” ,,W ślepym blasku księżyca Podchodzę do okna Gdzie noc stała się Elizium dla bezsennych dusz I naszą przyszłością…” Grupa powstała w 1984 roku w Stevenage w Anglii, z inicjatywy Carla McCoya, Gary’ego Whiskera, Tonyego Pettitta, Paula Wrighta oraz Noda Wrighta. Zaczerpnęła swoją nazwę od Nefilimów, tajemniczego, mitologicznego plemienia aniołów, które zbuntowało się przeciw Stwórcy i w wyniku swojego nieposłuszeństwa zostało przez Niego strącone na ziemię.

 

Aura tajemniczości towarzyszyła Fields Of The Nephilim od samego początku istnienia formacji. Potrafili oni w sposób niepowtarzalny żonglować różnymi odcieniami mroku, smutku, strachu czy rozpaczy. Cały ten klimat zawiera płyta, która stoi na mojej półce na honorowym miejscu – „Elizium”, dzieło nad dziełami, które objawiło się światu 24 września 1990 roku i w całości poświęcone jest wędrówce dusz i stanowi pewną zamknięta całość, czyli przybiera formę koncept – albumu. Płytę otwiera utwór „Dead But Dreaming” w chwili, gdy dusze pary kochanków opuszczają swe martwe ciała i rozpoczynają wędrówkę w nieziemskim śnie. W mitologii greckiej Elizium oznacza miejsce w które udają się dusze zmarłych po zakończeniu ziemskiego życia. Tam czeka ich życie wieczne i ostateczne. Ten mistyczny świat, który znajduje się za progiem wspomnianych już tajemniczych drzwi prowadzących ku innej rzeczywistości, symbolizuje tutaj owiana nie mniejszą tajemnicą Sumeria – kraina snu w której dusze oczekują reinkarnacji. Termin ten został przez McCoya zaczerpnięty z mitologii sumeryjskiej – najstarszej znanej ludzkości cywilizacji: „ … kształty aniołów, niczym cienie rzucone przez noc, zamarły uśpione w mojej przeszłości … są teraz tutaj i chcą cię poznać … więc wejdź w sen …”(„Sumerland – What Dreams May Come”). Cały czas wznosimy się wyżej i wyżej, aż pod nieboskłon, gdzie dobiega końca pozaziemska podróż dusz: „ … widać stąd Ziemię, jesteśmy tutaj wysoko, na zawsze: nie ma jutra, nie ma dnia dzisiejszego … („Wail Of Sumer”).

Jest jednak wspaniała perspektywa wspólnego życia w wieczności dla tych dusz, które za ziemskiego życia darzyły się prawdziwym uczuciem niezmierzonej miłości: „Tylko te dusze, które gwałtownie opuściły ciało, są najczystsze. Tak kończą jedynie prawdziwi kochankowie. Jesteśmy zagubieni wśród jasnych aniołów …” („And There Your Heart Will Be Also”). Do tego wszystkiego obłędny basTony’ego Pettitta, który prowadzi ascetyczne pierwsze półtorej minuty ,,Submission”. Z onirycznego nastroju wyrywa nas głos McCoya, który wpierw prowadzi nas na jeszcze wyższe jego poziomy, by zaraz przejść w diabelskie krzyki i przyspieszyć cały utwór, w którym nagle pojawiają się jazgotliwe gitary i galopująca perkusja. A za chwilę znów robi się spokojnie i oszczędnie…

Fieldsi opanowali na tym krążku zmiany tempa do perfekcji. I choć muzyka zespołu klimatem ewidentnie utrzymana jest w ramach rocka gotyckiego, to budowa utworów, złamanie schematu piosenkowego, oraz ucieczka od powtarzania motywów nakazuje zaliczyć „Elizium” do grona wydawnictw progressive rockowych. Wszystkie utwory są dopracowane, spójne i jednorodne stylistycznie. Ta płyta do dziś stanowi niedościgniony wzorzec dla niezliczonych kapel gotyckich i metalowych. Inspiracje tą muzyką można bez problemu znaleźć na płytach Paradise Lost, Tiamat, Moonspell i setek innych grup. To arcydzieło, to dzieło skończone, wciągające, intrygujące, przemyślane od pierwszej do ostatniej nuty. Amen!

Graż Bełz

 

(Łącznie odwiedzin: 69, odwiedzin dzisiaj: 1)