Facebook
Instagram
YouTube
tlo

W BOCZNEJ ULICY. HISTORIA MUZYKI NIEGRANEJ 1968-1976

WSTĘP KSIĄŻKI

Bluesowa rewolucja, która rozświetliła brytyjskie niebo w początkach drugiej połowy lat sześćdziesiątych, trwała aż do końca tej niespokojnej dekady. Nastała po okresie zupełnej dominacji bigbitu i amerykańskiej muzyki garażowej rodzącej się na uboczu głównego nurtu. Nowa scena muzyczna zaczęła kształtować się równocześnie po obu stronach Atlantyku, specjalizując w eksperymentalnych brzmieniach inspirowanych głównie założeniami kontrkultury oraz osobliwościami i dźwiękami wywoływanymi przez zażywane LSD. Tej właśnie muzyce nadano nazwę „psychodelicznej”. Tuż przed końcem lat sześćdziesiątych pierwsze zalążki hard rocka zaczęły rozprzestrzeniać się po świecie, rozwijając z powoli zamierającej sceny blues rockowej. Wkrótce za hard rockiem podążyły zarzewia rocka progresywnego. Oba te gatunki zdobyły i poszerzały swoją popularność w latach siedemdziesiątych, odciskając piętno na brzmieniu wielu wspaniałych i popularnych zespołów tworzących w ciągu tej niezapomnianej muzycznie dekady.

Cóż jest takiego niezwykłego w tych latach – mówię o końcu latach sześćdziesiątych, aż do drugiej połowy lat siedemdziesiątych XX wieku – co sprawia, że tak wielu melomanów, niezależnie od metryki, uznaje je za swoje ulubione? Czy chodzi o muzyczne nieokiełznanie i wolnego ducha tych czasów – cechy rzadko spotykane w obecnym zimnym, wyalienowanym świecie korporacji? A może to kwestia ciepłego i naiwnego brzmienia? Może chodzi o przekonanie, że w tamtych szalonych czasach wszystko było po prostu lepsze? Jedna rzecz nie ulega wątpliwości – późne lata sześćdziesiąte, aż po połowę lat siedemdziesiątych były muzycznie okresem najbardziej porywającym i interesującym w całym XX stuleciu. W wielu aspektach był to też czas, w którym muzyka rockowa, pełna różnych barw i odcieni, osiągnęła swój artystyczny szczyt – i to pod wieloma względami.

Chociaż od tego złotego okresu upłynęło już wiele lat, to słabość do ówczesnej muzyki popularnej jest nadal bardzo silna wśród słuchaczy. Wielkie zespoły tamtej dekady nadal cieszą się niesłabnącą popularnością. Niemal na każdej półce z albumami czy w katalogu z MP3 fana muzyki rockowej, odnaleźć można albumy The Beatles, Pink Floyd albo The Doors. Jeżeli jednak chcielibyśmy sprowadzić tą muzyczną erę wyłącznie do sukcesu wspomnianych grup, popełnilibyśmy olbrzymi błąd.

Na każdy zespół, który zdobył międzynarodowy rozgłos przypadają dziesiątki, jeżeli nie setki, grup, które nie miały tyle szczęścia. Moim zdaniem fakt, że o wielu z tych twórców zapomniano jest głęboko niesprawiedliwy.

Niniejsza książka nie ma jednak na celu poprawiania historycznej niesprawiedliwości a jedynie przybliżenie losów zapomnianych zespołów, w każdym razie – moim skromnym zdaniem – najlepszych spośród nich. Artystów, których albumy naprawdę warto przesłuchać, a ich historię opowiedzieć. Jak się zaraz przekonacie, formacji takich było całkiem sporo.

Pomysł na książkę pojawił się po raz pierwszy, gdy w roku akademickim 2004/2005 objąłem rubrykę w tygodniku wydawanym na uniwersytecie Ben Gurion. Wówczas po raz pierwszy pisałem o niektórych spośród grup, które później znalazły się również w niniejszej publikacji.

Brainticket_Psychonaut

Główny pomysł na prowadzony przeze mnie dział i w konsekwencji również na książkę, która z niego wyrosła, ukształtował się w trakcie rozmów z moimi zakochanymi w muzyce przyjaciółmi. Były to osoby wiecznie poszukujące nowych ekscytujących utworów i nieznanej im wcześniej twórczości. Biorąc pod uwagę statyczny i raczej wyblakły charakter sceny rockowej ostatnich lat – wzmagający tęsknotę za naprawdę dobrą muzyką – w naturalny sposób zaczęli spoglądać w stronę zespołów z dawnych czasów.

Muszę przyznać, że nie jestem fanatycznym kolekcjonerem płyt, czego można by oczekiwać po osobie podejmującej się opracowania podobnego tematu. Jestem raczej fanem przepełnionym pasją do tej bardziej „zacienionej” strony muzycznego świata. Osobą zafascynowaną opowieściami, które jeszcze się nie osłuchały i drogami, które nie zostały utwardzone przez licznych przechodniów. Myślę jednak, że okoliczność ta może jedynie pozytywnie wpłynąć na zawartość książki.

dm-01

W okresie, w którym odkrywałem muzykę powstającą we wspomnianych latach, przesłuchałem dosłownie tysiące albumów „anonimowych” grup i spośród nich (po niezliczonych dylematach i wątpliwościach) wybrałem 100 zespołów, które umieściłem w niniejszej publikacji. Jestem jednak przekonany, że znajdą się ludzie, którzy wytrzeszczą oczy w niedowierzaniu i zapytają: „gdzie się podziała ta czy inna grupa?” albo „dlaczego zdecydowałeś się uwzględnić ten zespół, a pominąłeś tamten?”. Moja odpowiedź brzmi następująco: wybór zespołów uwzględnionych w tej książce, w oczywisty sposób jest odzwierciedleniem moich osobistych preferencji muzycznych, z którymi można się zgadzać bądź nie. Kosztowało mnie jednak wiele wysiłku sprawdzenie, z niemal religijnym oddaniem, każdego rekomendowanego i sugerowanego mi zespołu – niezależnie od tego, czy osobą rekomendującą był „ekspert” koneser, czy „zwyczajny” fan rocka. Starałem się również ustalić jasne i precyzyjne kryteria włączania danych zespołów do książki: oryginalność (nie znajdziecie tu więc zespołów, które oparły swoją twórczość na rozwiązaniach stylistycznych wcześniej stosowanych przez „słynnych” wykonawców), wartość artystyczną materiału, jego wykonanie oraz stosunek dobrych do średnich/słabych utworów na płycie.

Swoją pracę nad książką lubię porównywać do pracy archeologicznej. Polegała ona na oczyszczaniu warstw, a częstokroć również głębokim wkopywaniu się pod powierzchnię w celu odkrycia słabo opisanych „artefaktów” – od dawna zapomnianych i spoczywających gdzieś pod warstwami pyłu. Jestem dumny z faktu, że mogę służyć jako „Indiana Jones muzyki rockowej”, oddając do rąk czytelnika wspaniałe muzyczne skarby, które udało mi wydobyć na światło dzienne z głębi mrocznych świątyń i toczonych przez robaki podziemnych tuneli.

Jeżeli chodzi o chronologię, to zdecydowałem się rozpocząć opowieść w roku 1968 i zakończyć na 1976, głównie dlatego, że uważam ten okres za najbardziej interesujący rozdział w historii muzyki rockowej. Wraz z nadejściem roku 1968, większość artystów zdążyła już odrobić zadanie domowe i dostosować się do zmian zapoczątkowanych w ciągu wcześniejszych dwóch lat przez kilka wizjonerskich grup muzycznych. Z kolei po roku 1976 nastąpiła drastyczna redukcja – tak jakościowa jak i ilościowa – nowych płyt w obrębie stylistyk do których odnosi się ta książka. Wówczas to disco stało się najbardziej popularną i dominującą na rynku muzyką, rock z kolei zmierzał w kierunku punku. Psychodelia, blues rock i czysty hard rock pozbawiony elementów metalu, uznano za niemodny przeżytek. Muzyka progresywna zdołała co prawda uniknąć kompletnego zaniku, zachowując pewną popularność aż do początku lat 80., ale odbyło się to kosztem daleko idącej ewolucji (albo raczej dewolucji) i zmiany brzmienia, które przestało przypominać to ze wczesnych lat kształtowania się gatunku.

Na końcu „W bocznej ulicy…” odnajdziecie interesującą listę wielkich albumów, nagranych przez relatywnie nieznane zespoły przed rokiem 1968 oraz kolejną, odnoszącą się tym razem do płyt wydanych po roku 1976. Wszystkie te zespoły tworzyły muzykę w duchu lat, którymi zajmuje się książka. Gdyby umieszczone na obu listach longplaye wydano w okresie od 68 do 76 roku, mogłyby trafić do głównych rozdziałów publikacji.

No dobrze, ale jak bardzo popularnym dany zespół musiałby być, aby nie znaleźć się na kartach tej książki? Albo mówiąc wprost: których zespołów tutaj nie znajdziecie?

Głównym zastosowanym przeze mnie kryterium była znajomość przez ankietowanych fanów rocka poszczególnych „przesłuchiwanych” zespołów. Każdy podgatunek rocka posiada sztandarowe, dobrze znane zespoły o których tutaj nie przeczytacie: w blues rocku nie znajdziecie Cream, Johna Mayalla czy Ten Years After; w rocku progresywnym na próżno rozglądać się będziecie za King Crimson, ELP czy Jethro Tull; co do hard rocka – Led Zeppelin, Deep Purple i Black Sabbath są zespołami zbyt popularnymi aby trafić do tej publikacji; wśród zespołów folkowych nie ma co szukać Donovan, Incredible String Band czy Fairport Conventon; w psychodeli The Beatles, Jefferson Airplane oraz The Grateful Dead; w obrębie krautrocku (rock niemiecki) nie ma w książce Can, Faust i Kraftwerk. Nie znajdziecie tu również Pink Floyd, Franka Zappy, The Doors czy Jimi Hendrix Experience, których trudno przypisać do konkretnej stylistyki, a ponadto cieszą się zbyt dużą popularnością na całym świecie. Jeżeli nie znasz wymienionych powyżej zespołów możesz rozważyć potraktowanie ich twórczości, jako wstępu do fantastycznego świata muzyki tamtej ery, chociaż oczywiście ich znajomość nie jest konieczna, aby polubić grupy włączone do tego zestawienia.

Na kartach książki „W bocznej ulicy. Historia muzyki niegranej 1968-1976” znajdziecie jednak zespoły, które cieszyły się sporą popularnością w swoich ojczyznach, ale nie przebiły się na świecie. Jako przykład podać można brytyjski Hawkwind czy argentyński Almendra.

Myślę, że powinienem również napisać odrobinę więcej na temat rocka progresywnego. Jest to w końcu gatunek niezwykle pojemny stylistycznie, łączący w sobie liczne podgatunki z których właściwie każdy zasługuje na odrębną książkę. Jako, że moje opracowanie skupia się na rocku gitarowym, rock progresywny ujęty w książce jest również w głównej mierze oparty na gitarach. Niezależnie od tego, jak bardzo cenny muzycznie jest wywodzący się z Wielkiej Brytanii czy Włoch symfoniczny/klasyczny rock progresywny – nie znajdziecie go w tej książce. Tak samo jak nie ująłem w zestawieniu niezwykle eksperymentalnych zespołów opierających tworzoną muzykę na hałasach, elektronice, syntezatorach i Moogach (chociaż dwa ostatnie instrumenty odgrywają nierzadko znaczną rolę w twórczości zespołów, które do książki trafiły. Wszystko dzięki temu, że zespoły te nie odrzucały przystępnych melodii czy gitar, jako głównego instrumentu kształtującego utwory). Fusion pojawia się gdzieś na marginesie tej publikacji a im bliżej danemu zespołowi do jazzu, tym pewniejsze jest, że nie pojawi się w tej książce.

Cóż, Beatlesi mieli psychodeliczny etap w swojej twórczości i bez nich nie powstałaby brytyjska scena psychodeliczna.

Pozwolę sobie również na wyjaśnienia dotyczące kryteriów wykorzystywanych do „przesiewu” twórczości solowych wokalistów/pieśniarzy. Klasyczny folk został niejako „wycięty w trakcie montażu”, podobnie jak solowi artyści, którzy nie wpisywali się moim zdaniem wystarczająco w stylistykę rockową, a jedynie się o nią ocierali. Artyści solowi, których włączyłem do książki, nagrywali płyty dogłębnie psychodeliczne, wypełnione dźwiękiem elektrycznych gitar, bądź odurzające wyjątkową atmosferą. Muszę przyznać, że osobiście gustuje przede wszystkim w blues rocku i klasycznym bądź psychodelicznym hard rocku. Starałem się jednak zachować równowagę między różnymi stylistykami, dlatego dodałem wiele folk rockowych, krautrockowych, psychodelicznych i progresywnych zespołów (przypominam: tych, które brzmienie opierały głównie na gitarach). Im bardziej intrygujący i egzotyczny zespół – tym lepiej.

Artyści uwzględnieni w książce pochodzą z różnych stron świata, tak więc znajdziecie tu grupy – jakże by inaczej – z USA i Wielkiej Brytanii, ale również z Argentyny, Niemiec, Japonii, Chile, Szwecji, Szkocji, Meksyku, Rumunii, Australii, Grecji, Szwajcarii, Brazylii, Holandii, Filipin, Walii, Turcji, Danii, Wenezueli, Włoch, RPA i Izraela a w tej edycji książki – również z Polski.

Gandalf - Gandalf

A więc komu ta książka może się przydać?

Książka skierowana jest przede wszystkim do tych spośród fanów rocka, którzy chcą poszerzyć swoje muzyczne horyzonty o całkiem nowy świat wspaniałej muzyki, czekający tylko na odkrycie i zasłużone docenienie. Publikacja może również mocno zainteresować pasjonatów historii muzyki czy miłośników sztuki psychodelicznej, dzięki licznym okładkom albumów wplecionym w tekst. Kolekcjonerzy płyt powinni z równą uwagą przyjrzeć się „W bocznej ulicy…” – wiele spośród opisanych tu albumów jest dziś niezwykle trudno dostępnych i co z tym idzie – wartych znaczne sumy pieniędzy.

Poniższe książki znacząco ułatwiły mi pracę nad publikacją, którą właśnie trzymacie w rękach: „Tapestry of Delights Revisited”, „Fuzz, Acid & Flowers Revisited” oraz „Dreams, Fantasies & Nightmares Revisited” – wszystkie napisane przez Vernona Joynsona; „Cosmic Dreams at Play” oraz „Scented Gardens of the Mind” Daga Erika Asbjørnsena; pięć tomów „Record Collector Dreams” Hansa Pokory; „The Crack in the Cosmic Egg” Stevena i Alana Freemanów; „The Magic Land” Marcelo Camerlo; „The Acid Archives” Patricka Lundborga, Aarona Milenskiego i Rona Moore oraz wspaniała strona internetowa na której książka została oparta – www.lysergia.com; „Ye Olde Metal: 1968 to 1972” Martina Popoffa; „The Encyclopedia of Swedish Progressive Music 1967-1979” napisana przez Tobiasa Pettersona i Ulfa Henningsona; niezliczone numery magazynu „Ugly Things” redagowanego przez Mike’a Staxa oraz Record Collector Magazine. Ponadto, korzystałem z olbrzymiej ilości stron internetowych (chciałbym tu wskazać przede wszystkim All Music Guide – www.allmusic.com, www.popsike.com oraz www.lumina.com.il), przeróżnych wywiadów z samymi muzykami (wliczając w to ekskluzywne wywiady, które przeprowadziłem osobiście) oraz wspomagałem się dużą liczbą wznowień płyt.

Mam nadzieję, że lektura sprawi wam przyjemność oraz, że odkryjecie nowy, wspaniały świat muzyki, który od tego momentu będzie nieustannie wam towarzyszył.

Ra’anan Chelled

Jeżeli znudziła was twórczość z głównego nurtu zajrzyjcie na stronę Muzyki z Bocznej Ulicy. Serwis poświęcony muzyce niegranej, nieznanej, niepopularnej i niedocenianej – Za to o muzyce najlepszej. Wystarczy, że klikniesz na logo.

Zapisz się do Newslettera aby otrzymywać informacje o naszych nowościach, zapowiedziach i wydarzeniach!

Zapowiedź książki „W BOCZNEJ ULICY. HISTORIA MUZYKI NIEGRANEJ 1968-1976”
4.98 (99.6%) 99 votes